Przez dwa tygodnie w całej Polsce zwolennicy legalizacji marihuany chcą organizować legalne marsze protestacyjne
Pierwsze manifestacje w zakorkowanej Warszawie zaczną się w przyszłym tygodniu. Mają odbywać się codziennie, aż do października. Organizatorzy zgodnie z prawem chcą każdą zgłaszać w magistracie na trzy dni przed przemarszem.
http://wyborcza.pl 2010-09-15
W stolicy będzie kilka marszów równocześnie w godzinach szczytu. Zdajemy sobie sprawę, że wywołamy spore utrudnienia w komunikacji i że policja będzie zmuszona zorganizować objazdy oraz zabezpieczyć każdy z pochodów. Ale nie mamy innego wyjścia, by upomnieć się o naszą sprawę - mówi Jędrzej Sadowski, pełnomocnik inicjatywy "Wolne konopie".
Organizatorzy twierdzą, że walczą o prawa obywatelskie, których realizacji niezgodnie z prawem odmówił im marszałek Sejmu.
W ubiegłym tygodniu Sąd Najwyższy uchylił postanowienie Bronisława Komorowskiego, który jeszcze jako marszałek Sejmu odmówił przyjęcia zawiadomienia o utworzeniu Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej "Wolne konopie".
W czerwcu Komorowski zarzucił wnioskowi błędy formalne. Jego decyzja uniemożliwiła rozpoczęcie zbiórki 100 tys. podpisów pod projektem zmian w prawie. Teraz komitet znów może pracować nad projektem ustawy.
Pewnie dla marszałka Komorowskiego był to niewygodny temat na czas prezydenckiej kampanii wyborczej. Ale prawo nakazuje traktować wszystkich ludzi równo - mówi Sadowski.
Krytykuje prowadzoną przez sądy i policję walkę z narkotykami: - Mamy lepszą propozycję rozwiązania problemów, z którymi rząd nie potrafi sobie poradzić. Żądamy legalizacji posiadania i uprawy konopi oraz amnestii dla skazanych za posiadanie i uprawę.
Takie same akcje są przygotowywane w kilkunastu miastach, m.in. w Bielsku-Białej, Częstochowie, Gdańsku, Lublinie, Łodzi, Olsztynie, Poznaniu, Sandomierzu, Toruniu, we Wrocławiu czy w Zakopanem. Organizatorzy liczą, że w stolicy w demonstracji weźmie udział kilka tysięcy młodych osób, w innych miastach po kilkuset. Ruch mają wesprzeć zespoły rockowe.
Pokażemy całej Polsce, jak wielu ludzi nie chce dłużej żyć w fikcji traktującej marihuanę jako używkę nielegalną - argumentuje Sadowski.
Inicjatywę popiera m.in. Kamil Sipowicz, poeta, autor tekstów zespołu Maanam i książki "Hipisi w PRL-u". - Głosowałem na Komorowskiego, bo jego kontrkandydat był dla mnie nie do przyjęcia. Ale takim zachowaniem prezydent nie zyskuje mojego zaufania.
Chciałbym przypomnieć, że w czasach PRL-u dostarczaliśmy marihuanę wielu prześladowanym wtedy opozycjonistom - mówi Sipowicz. - Nie rozumiem dzisiejszego demonizowania marihuany w Polsce. O wiele większy problem stanowi legalny alkohol. Państwo pozwala także legalnie działać sklepom z tzw. dopalaczami.
Nie można zakazywać obywatelom zbierania podpisów w sprawie inicjatywy ustawodawczej. Mają do tego prawo, a do oceny ich projektu powołany jest parlament - komentuje Wiktor Osiatyński, prawnik, konstytucjonalista, który w 1989 r. założył Komisję Edukacji w Dziedzinie Alkoholizmu i Innych Uzależnień działającą przy Fundacji Batorego. - W sprawie legalizacji marihuany na własny użytek uważam, że byłoby to lepsze rozwiązanie niż prohibicja. Pod warunkiem silnych obostrzeń, tak by nie była w obrocie wolnorynkowym.
Politycy z różnych ugrupowań są zgodni, że projekt legalizacji marihuany - nawet jeśli poprze go 100 tys. osób - nie ma obecnie w Sejmie żadnych szans.
Zapaliłem kiedyś raz marihuanę w Londynie, bo chciałem spróbować, co to jest. Czułem się nieprzyjemnie odurzony. Nie chciałbym, żeby w Polsce było to legalne. Myślę, że podobne zdanie w tej sprawie ma większość kolegów w partii - mówi Jerzy Fedorowicz, poseł PO.
W naszej partii taka inicjatywa nigdy nie spotka się ze zrozumieniem - zapewnia poseł PiS Edward Siarka.
Bronisław Komorowski zachował się skandalicznie, bo nie można ludziom odmawiać prawa do inicjatywy ustawodawczej. Ale nie jestem zwolenniczką legalizacji marihuany. Ludzie lewicy w tej sprawie będą podzieleni - uważa Joanna Senyszyn, europosłanka SLD.
Źródło: Gazeta Wyborcza











